PASSO DELLO STELVIO

PASSO DELLO STELVIO

CIMA COPPI – rowerem

 

Stelvio. Mówi się o tej przełęczy jako mityczna, że to Góra gór kolarstwa szosowego. Ilość odcinków Giro di Italia i pewnie wylanych litrów potu sławnych nazwisk jak Pantani, Scarponi, Contador, Froom, Nibali.

Ale i normalnych ludzi, których dziesiątki czy setki w sezonie wjeżdża dziennie na szczyt Coppi. To chyba najbardziej popularny podjazd w Europie. A na pewno jeden z najbardziej widowiskowych. Widowiskowe odsłonięte odcinki ostatnich kilkunastu zakrętów i stworzonych tzw agrafek. Ja o tym miejscu dowiedziałem się niedawno. Generalnie to jestem okropnym świeżakiem rowerowym. Mój staż w siodle to niespełna 5 lat. A tak naprawdę zacząłem jeździć po przeprowadzce nad Garde. – jakby inaczej. W takim miejscu gdzie jestem nie jeździć na rowerze 😬😉 także jeżdżę 💪🏻😊 może nie znam jeszcze wszystkich pojęć rowerowych, a na pytanie ile zębów mam z przodu, odpowiadam że wszystkie 😬💪🏻 w każdym razie na szczęście rowery same nie jeżdżą i to my odgrywamy tu kluczową rolę. Dziś dwóch Wojtków zrealizowalo swoje marzenia, zmierzyło się z samym sobą i doświadczyło tego wszystkiego o czym nawet nie będę w stanie napisać a zdjęcia i filmy nie oddadzą tej przestrzeni i klimatu nawet w małej części.

GDZIE ZACZĄĆ

Ale spróbujmy.
Wjechać tu można z dwóch znanych stron, zachodniej czyli popularnego Bormio i wschodniej czyli Mereno, Bolzano i czy tego docelowego małego Prad. Ta druga trasa to ten bardziej popularny odcinek z 48 zakretami, numerowanymi od dołu. Czyli wspinając się wiemy ile nam zostało. Te odcinki i agrafki na dole są zdecydowanie dłuższe, im wyżej tym „gęstość” zakrętów rośnie. Rośnie też nachylenie. Generalnie to Góra mocno trzyma od samego dołu i miasteczka Prad, skąd startowalismy.

My znaleźliśmy miejsce parkingowe właśnie w miasteczku Prad am Stilfser Joch. Chociaż jak później się okazało auto można również zostawić w chyba trochę lepszym miejscu na samej trasie po lewej zaraz za artystycznym domem z czaszek i różnych rzeźb. Zatoczka, oznaczona jako Parking, jest zacieniona. Wydaje się bezpieczniejszym rozwiązaniem niż ciasne górskie miasteczko z niemieckimi nie do końca jasnymi dla mnie oznaczeniami. Gdy zaparkujemy auto, ruszamy w górę. Dosłownie, podjazd właśnie się zaczął.

OPIS TRASY

Przyznam że dla mnie ten odcinek pierwszych 8km w lesie i z łagodnym jescze nachyleniem był najgorszy. Być może z powodu że dzień wcześniej zrobiłem 70km z Aleksandrem w przyczepce w swojej też pofaldowanej okolicy i rano miałem jescze tzw gruz w nogach. Ale wiem też że nie lubię takich długich średnio nachylonych wyjazdów, bo niby to już podjazd a go nie widać, podświadomie wtedy chce pedalowac mocniej i szybciej a nie można bo Góra już trzyma. Zdecydowanie wolę nawet mocniejsze nachylenia z gęstym agrafkami gdzie widać już szczyty i klimat górski niż las.

Ten odcinek to raczej pierwsze 8-9km, później zakręty zaczynają się zagęszczać, otwierają się okienka na okoliczne szczyty. Wtedy do głowy dociera mi że OK! Jestem w górach, więc może być ciężko, otwiera mi to jakieś klapki w głowie i kręcę swoje🚴🏻🏞️💪🏻 Po przyjęciu drugiego skondensowanego energetyka w postaci żelu, moc powróciła.

Im wyżej tym zakrętów więcej, zwiększa się też nachylenie, zmęczenie zaczyna docierać też do głowy. Jeśli widzimy że ilość zakrętów to jeszcze trójka z przodu a przed nami wciąż wysoka Góra, to znów trzeba było zawalczyć z głową. Ale u mnie wszystko minęło w momencie kiedy drzewa się przeżadziły, świat się otworzył, trasa zaczęła być widoczna jak na dłoni. Całość w górę można było już obserwować sięgając wzrokiem w górę.

CORAZ WYŻEJ

Powietrze zaczyna się przeżedzać, czuć już rześki wiaterek i chłód. Na tej otwartej przestrzeni można też dopiero dostrzec ilość osób na rowerach pokonujscych wzniesienie. Tych na motorze to raczej słychać, słuchać i później widać. Mielisny kilka krótkich chwil że była cisza bo akurat żaden z ich silników nie rył pod górę, i to była ta cisza gór której bardzo mi brakowało na tym podjeździe. No ale czemu się dziwić jeśli jest się w takim miejscu, i tych spalonych sprzegieł na zakrętach większości aut. Generalnie to trochę dziwilem się ludziom i np wielkości ich kamperow że próbują tu wjeżdżać, no ale dopóki żaden nie przejechał mi po nogach robiłem swoje.

Wyższe zakręty i każdy następny poziom każdej tzw agrafki otwierał nam coraz bardziej buzię. To bez kitu, ja czegoś podobnego w życiu nie widziałem. Swoją drogą to mega cieszę się z pogody, trafiliśmy idealnie na dwa dni okienka. Po drugie dziej wcześniej były w regionie duże burze więc z doświadczenia wiem że dzień później po takim dniu widoczność jest najlepsza. Dzień później też miało być słonecznie ale już 5-6 stopni cieplej, więc mogło się okazać że tworzy się mgiełka albo po prostu będzie już za gorąco. W naszym dniu było idealnie, a resztki pozostałych nisko zawieszonych chmur dodawały tylko uroku całej okolicy. Ale to góry, więc warto o tym pamiętać że pogoda może zmienić się w każdej chwili, i pomimo czasami dobrych prognoz może być odwrotnie.

Co było dla mnie też dużym zaskoczeniem w kilku miejscach, a jednym dość zorganizowanie siedział fotograf który robił zdjęcia uczestnikom na drodze. Mam gdzieś wizytówkę z adresem strony www.stelvio.com gdzie te foty są umieszczane, także będę obserwował jak to się odnaleźć.

SZCZYT I WIDOKI

Na samej górze ruch jak w Polskich górach, czyli tłumy. Byliśmy w tygodniu nie chce myslec co dzieje się tam w weekendy. Na głównej ulicy zdecydowana większość lokali to sklepy z pamiątkami i ciuchami ze Stelvio. Ja nie byłem przygotowany by kupić koszulki za 80euroz, więc ruszyliśmy do baru położonego 40m w górę. To jego okrągła konstrukcje i oszklony taras widać z kilkudziesięciu ostatnich zakrętów podjazdu. I wydaje mi się że to z tego miejsca też widać najlepiej cała okolice. Nawet jeśli nie będziecie mieli potrzeby napić się czegoś czy zjeść to warto tam wjechsc i zrobić zdjęcie panoramy.

Wyszło bajecznie, naprawdę przeżycie niezapomniane. Wiem już też że zjazd warto zaplanować drogą przez Szwajcarie a dokładnie Umbrailpass do Santa Maria i drogi nr 28, a później SS41 i z powrotem do Prad. Ma. To sens bo tamta trasa podobno jest mniej uczęszczana, przez co zjazd jest przyjemniejszy. My wracając tą samą co wjechaliśmy musieliśmy zatrzymywać się kilka razy by auta które i tak później doganialiśmy odjechały trochę do przodu. Bo nie ma nic wkurzającego niż auto przed sobą które ciągle zwalnia. Chociaż nie wiem też czy była by szansa dla amatorów jak my przetrwać te 25km na ciągłym zjeździe i niskiej pozycji, prędkości i prawdopodobnie przekładaniu większości wagi ciała na przednie ręce. Wbrew pozorom takie zjazdy też nie są łatwe.

Nasz zajął niespełna godzinę, może 40 minut. Względem wjazdu to całe nic. Pewnie zjechać można jescze szybciej ale ilość aut bardzo spowalniaja ten równie przyjemny etap.

Czy warto, na pewno. Bardzo warto, i zdecydowanie dla każdego kto jeździ na rowerze podczas pobytu w regionie Gardy warto tam poświęcić dzień i pojechac.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s